Wpis

niedziela, 28 września 2014

Diabelska porażka

Smutne i przerażające były wczorajsze występy Polaków w Moskwie. O ile w walce Kołodzieja zakładałem szybką porażkę, tak w przypadku Diablo to jestem taką postawą z lekka zdziwiony.

Włodarczyk w ogóle nie przejawiał inicjatywy, oddawał pole do manewru, czekając na magiczny strzał. Może i się nie znam aż tak na boksie, ale takie polowanie na jeden cios to taka taktyka absolutnych outsiderów, na zasadzie - jeśli nie mam atutów, to może go znokautuje. Ostatnie walki Krzyśka zresztą też polegały głównie na czekaniu na odpowiedni moment i zadanie pojedynczego uderzenia. Jednak nie to w jaki sposób walczy Diablo, ma być tematem tego wpisu.

Zastanawia mnie, w jaki sposób kreujemy naszych pseudo-mistrzów. Najczęściej robi się poprzez nabijanie rekordu. Wiadomo, że łatwo podkręcić licznik wygranymi z kompletnymi ogórkami. Popatrzmy chociażby na Kołodzieja. Jego ostatnie 5 walk (zwycięstw) przed pojedynkiem z Lebiedievem : Ikeji (14-7-1, TKO 7 runda), Crenz (20-6, jednogłośna decyzja), Hall (30-12, jednogłośna decyzja), Ilie (18-4-2, jednogłośna decyzja), Ordiales (26-8, TKO 2 runda). Info z boxrec.com

Czy nawet miłośnikom pięściarstwa te nazwiska są znane? Wątpię. To typowe ogórki, na podbicie rekordu, wygranie jakiegoś paska od spodni (wybaczcie, jakiś pas IBF Inter-Continental to maksymalne gówno dla szpanu). I jasne, rekord się buduje - było 33-0, na papierze wygląda zajebiście. Niepokonany, ponad 50% walk wygranych przez nokaut - super.

Natomiast później przychodzi weryfikacja - walka o poważny pas z konkretnym przeciwnikiem, bokser dostanie wypłatę życia i spotyka się ze ścianą. Różnica klas między mistrzem świata czy mistrzem Europy, a tą mizerią z którą walczył wcześniej jest tak duża, że koleś głupieje. Wawrzyk, Kołodziej - kto następny?

A najśmieszniejsze w kontekście tej przegranej są te wojenki naszych fighterów z Wasilewskim, czy to na łamach prasy czy wywiadów w Puncherze, że jaki to "Don Wasyl" zły, bo hajsy się nie zgadzają. Nie będą się zgadzać, bo dopóki walczycie z kelnerami, to nikt o zdrowych zmysłach milionów wam za to nie da. Najpierw trzeba coś poważnego wygrać. Floyd zarabia, ale kogokolwiek mu dadzą to zwycięża. Ot, taka różnica.

Szczegóły wpisu

Tagi:
Autor(ka):
nadtokontrowersyjny
Czas publikacji:
niedziela, 28 września 2014 11:08

Polecane wpisy