Wpisy

  • wtorek, 12 lipca 2016
    • Ronaldo(we) przemyślenia

      Euro 2004 w Portugalii, jego kraju. Wyrasta wielki talent - tego po tym turnieju byli pewni wszyscy. Właściwie on, Rooney oraz cała Grecja była objawieniem 12 lat temu. To był mój pierwszy wielki turniej oglądany w TV, miałem 10 lat, a futbolu nie znałem dobrze. Dziś już mam już 22, a świat się zmienił: Grecja w żenującym stylu nie zakwalifikowała się na mistrzostwa, dostając dwa razy w tubę od Wysp Owczych, Rooney to bardziej melodia przeszłości. A Ronaldo? Niby najważniejszy, niby bez niego się nie da, niby wszystko dostosowane do niego.

      Wygrał wszystko klubowo, indywidualnie i (co dla niego najważniejsze) wszędzie był najjaśniejszą gwiazdą. Reprezentacja miała swoje dobre momenty i gorsze, nigdy jednak nie schodząc z pewnego poziomu. Cristiano brakowało wygrać coś z kadrą.

      I kiedy ta kadra, absolutnie szczęśliwie (tak, szczęśliwie) dochodzi do finału, co jest już spełnieniem jego marzeń, po kwadransie ma tą świadomość że dalej nie zagra. Dla niego to osobista tragedia, kto wie czy w tym momencie nie był najbardziej załamany na świecie. Kto jednak zna jego przeszłość, wie że on się nie załamie. Popłacze, będzie mu cholernie smutno, ale się nie podda.

      Dlaczego to opowiadam? Bo to ogólnie ciekawa kwestia. Ronaldo czekał na taki sukces z drużyną narodową. Ale z perspektywy czasu - czy reprezentacja czekała na Ronaldo aby odnieść sukces? Przewrotne i niejednoznaczne.

      Zaryzykuję teorię - Portugalia z Ronaldo by ten mecz przegrała.

      Ile ludzi tyle opinii. Co ja bym jemu powiedział, doradził?

      "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść. Cris - nie będziesz miał lepszego momentu aby odejść. Oni pokazali, że poradzą sobie bez Ciebie. Tylko czy Ty obejdziesz się bez nich?"

      A on i tak zrobi swoje. Jak zwykle :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nadtokontrowersyjny
      Czas publikacji:
      wtorek, 12 lipca 2016 21:55
  • piątek, 08 lipca 2016
    • Kasa, misiu, kasa...

      Zanim dojdę do tego co sednem dopowiem tylko jedno - polska klubowa piłka to jedno wielkie gówno. Nie ma usprawiedliwień, że za wcześnie rozpoczynają sezon, że niewypoczęci - Cracovia odwaliła taką antyreklamę polskiej piłki, że aż chce się załamać ręce. Okładka Faktu sprzed 10 lat nadal aktualna:

      no właśnie

      Tak - nie wracajcie do domu.

       

      A teraz czas na to co chciałem napisać. Wiemy, kto zagra w finale. Portugalia bardziej niż przez grę dostała się przez wytrych losu, który dał im łatwą drabinkę (tak wiem, patriotyczna dusza powie pewnie inaczej) - takie są fakty. Francja była w zasadzie głównym faworytem. I nie zawodzą. Styl może na początku nie był za piękny, mecze były ratowane w ostatnich minutach, ale cel został osiągnięty, zwycięzców się nie ocenia.

      Raczej każdy inny wynik niż wygrana Francji będzie nie lada sensacją. Mecz może być nudny, nieciekawy. Ale Francja powinna wymęczyć 1:0. Taki mój typ.

      Chcę zauważyć jednak inny fakt. Faworyci naprawdę się męczą na tym turnieju. Mocne kadry odpadają we wczesnych fazach - a największe gwiazdy nie błyszczą jak w meczach klubowych. Efekt tej niedyspozycji jest tylko jeden - przemęczenie. Dobrze grają Ci, którzy są najświeżsi lub najlepsi. Albo jest siła i płuca, albo talent i umiejętności. Ktoś mówi, że Muller gra lipę? Zobaczcie ile grał w sezonie klubowym. Usprawiedliwienie gorszej formy wyjdzie samo.

      Czy takie niespodzianki jakie były do ćwierćfinału będą się zdarzały na innych turniejach? Tak, i będzie ich coraz więcej - piłkarze niezajechani będą dojeżdzali tych bardziej zmęczonych. Do 1/8 finału czy ćwierćfinałów dużych turniejów takie rzeczy mogą zdecydować. Potem jednak - będzie decydowała piłkarska jakość, bo zmęczenie będzie podobne. Czy to się podoba czy nie, reprezentacje schodzą na drugi plan światowego futbolu.

      Powód? Kasa, misiu, kasa... 

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      nadtokontrowersyjny
      Czas publikacji:
      piątek, 08 lipca 2016 21:12
  • środa, 29 czerwca 2016
    • A polska przygoda trwa nadal...

      Zupełnie szczerze powiem, że nie spodziewałem się takiego występu Polaków na EURO. Gramy dobrze, bardzo dobrze - czasami naprawdę doskonale. Jesteśmy zespołem niesamowicie poukładanym, z doskonale zgraną defensywą. Nikt raczej nie ma poczucia, że mamy wielkie gwiazdy - ale wielki zespół, jak najbardziej.

      Nie chce komentować meczów, które rozgrywaliśmy - bo każdy je widział, przeanalizowane zostało wszystko. Przez trenerów, ekspertów, sąsiadów i sąsiadki, jak i pana Wacława (szacunek dla wszystkich Wacławów :) z pobliskiego spożywczaka. Nawałka może spokojnie wypinać pierś po ordery - wszyscy mówią, że to najlepszy trener od czasów Piechniczka. I nawet gdy coś przegra - co normalne - to dostał taki kredyt zaufania, że większość mu wybaczy porażkę.

      Chce jednak podkreślić jedną rzecz w powszechnej eurogłupawce. Trzeba odróżnić szanse matematyczne szanse od szans realnych na awans do kolejnych szans. Matematyka jest optymistyczna: każdy z ćwierćfinalistów ma 50% szansy na półfinał, 25% na finał i 12,5% na zwycięstwo. Realia?

      - szanse na półfinał - 50%

      - szanse na finał - gdzieś 5%

      Wierzę, że jesteśmy w stanie puknąć Portugalczyków. Niby nie grają nic wybitnego, ale ja osobiście zawsze najbardziej takich rywali się obawiam. Fernando Santos to trener, za którego Grecja wyglądała naprawdę słabo, ale i tak na EURO 2012, jak i dwa lata później na mundialu wychodziła z grupy. Niby nic, ale patrząc jaki regres zanotowali Grecy po jego odejściu wniosek jest prosty - wyciągnął z nich maksimum.

      Nie patrzmy na to czy i jak zagra Ronaldo. Nie skupiajmy się na tym czy Lewy się rozstrzela albo Milik przełamie nieskuteczność. To będzie inny mecz - i jutro się o tym przekonamy. Będą nowe radości albo zmartwienia. Zapomnijmy o niezawodnym Pazdanie, niezniszczalnym Krychowiaku oraz odrodzonym Błaszczykowskim. 90 minut meczu, całkiem prawdopodobne że nawet więcej. A może karne? Who know.

      Zanim jednak minie 21.00 we czwartek, trzeba zapamiętać jedno - Polska odniosła niesłychany sukces na EURO we Francji już dziś. Nawet gdybyśmy mieli przegrać z Portugalią w słabym stylu - my już swoje zrobiliśmy i każdy kto będzie próbował zaćmić ten fakt (odpukać) nieudanym meczem bądź czymkolwiek innym musi wiedzieć jedno - jeżeli EURO uzna się za porażkę, z jakiegokolwiek faktu, to trzeba zmienić rzeczywistość w jakiej się jest. To Polska, nie Niemcy, tu sukcesy w tej dyscyplinie sportu są rzadkie jak kupa po bardzo pikantnym burrito.

      A wiem, że nawet jakbyśmy jakimś cudem wygrali EURO, to ludzie będą wypominać Milikowi, że psuł okazje na potęgę. Całe szczęście że opinie dyletantów i pseudoekspertów, obecna kadra z trenerem na czele ma głęboko w dupie. I to najlepsza możliwa recepta na sukces.

      Vive la Pologne! :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nadtokontrowersyjny
      Czas publikacji:
      środa, 29 czerwca 2016 21:22
  • wtorek, 07 czerwca 2016
    • Balony pękają, pompki do szuflady - krajobraz przed EURO

      5 dni. Tyle czasu zostało do pierwszego meczu Polaków na EURO. Nastroje? Po meczach towarzyskich raczej pochmurne. W ostatnich 4 meczach towarzyskich tylko w jedynym meczu (z Finlandią) zaprezentowaliśmy się dobrze. Pozostałe spotkania jak również i to udane ze Skandynawami należy jednak włożyć do skrzyni zwanej zapomnieniem. Dlaczego:

      a) mecze towarzyskie są nic nie warte

      b) mecze towarzyskie są poligonem doświadczalnym dla Nawałki

      c) mecze towarzyskie są traktowane przez naszych reprezentantów mocno po macoszemu, na co Nawałka wyraża zgodę

      Okej, więc co wiemy:

      - nie ma Rybusa, więc pomysł na lewą obronę poszedł się... no właśnie.

      - jest problem z Pazdanem (mniejszy) i Grosickim (większy).

      Reszta w formie, nawet lekko wypoczęła, zresztą takie było założenie tych zgrupowań - wyjść na świeżości.

      Mamy więc się czego obawiać? Ależ oczywiście. Już powinniśmy zacząć się bać - z balonu należy czym prędzej spuszczać powietrze, a pompkę schować do szuflady. Nasi grupowi rywale są dla nas bardzo BARDZO niewygodni.

      Zacznijmy od 12 czerwca - mecz z Irlandią Północną. Cholernie niewdzięczny rywal. W obronie, nie autobus, nie ciężarówka - ale tir z dwoma naczepami. Oni nie będą z nami grali w piłkę. Będą chcieli nas stłamsić, wykończyć ciągłym brakiem możliwości dostania się pod ich bramkę. Grają dość niewygodnym systemem 5-3 w obronie. Do kontry dostają się błyskawicznie, chociaż często z powodu braku jakościowego składu nie mają z tego zbyt wiele pożytku. Stałe fragmenty - tu należy się bać. Zazwyczaj grają na zero z tyłu i liczą że wpadnie coś po stałym fragmencie lub kontrze. Nawet po utracie bramki niezbyt chętnie zmieniają swoją konwencję gry.

      I co my na to? My musimy odpowiedzieć atakiem pozycyjnym, umiejętnością łamania gry, niekonwencjonalnym stylem gry. Lewandowski, Milik i reszta musi zaopatrzyć się komplet ochraniaczy - ten mecz będzie istnym testem ich wytrzymałości na zagrania faul. Irole nie chcą grać w piłkę, a my musimy ich to tego zmusić - tu musimy pokazać wyższość. Jakkolwiek ironicznie by to nie brzmiało. Polska, atak pozycyjny, kreatywność...

      Mój typ - raczej remis. Takie 0:0, 1:1. Nie będzie najgorzej. Zresztą jeśli popatrzymy jakie wyniki osiągamy z drużynami z Wysp Brytyjskich wynik może być tylko jeden. Jeden punkt.

      Niemcy - tu też będzie ciężko. Wiadomo, oni też nie są już tym zespołem który był dwa, cztery czy sześć lat temu. Wchodzi nowe pokolenie i ciężko im się odnaleźć. Mają ewidentne luki na bokach obrony i w ataku. Ale to oczywiste. Jak ich ugryźć?

      Konsekwencja i cierpliwość. Zarówno w obronie jak i ataku. Szczególnie są podatni na kontry ze stałych fragmentów, gdzie my możemy mieć swoje atuty. Poza tym wysoki pressing na ich linię obrony może być dla nich mocno deprymujący. I najważniejszy kolektyw naszej drużyny - który będzie zatrzymywał ich łamiące linie obrony podania. Może nie mają snajpera najwyższych lotów, ale Muller to taki zawodnik który może nas mocno ukąsić. A wcale nie Goetze.

      Mój typ - raczej w dupala. W każdym meczu popełniamy błędy indywidualne. One nas zaprowadzą do delikatnej porażki. 1:2, 0:1 - po niezłej bitwie. Tak to widzę.

      I teraz najważniejszy mecz. Tak właściwie, to dzięki temu możliwemu awansowi z trzeciego miejsca ten mecz daje nadzieje. Myślisz Ukraina - widzisz Jarmolenke i Konopliankę. I mają rację eksperci, to ich broń - duża moc. Ale z zalet to by było na tyle. Mocno ambicjonalny skład z bardzo dziurawą obroną. Ostatnie spotkanie Lewego z ukraińskim futbolem? Siedem władowanych sztuk Szachtarowi, który posiada większość obrony reprezentacji.

      Wniosek nasuwa się sam. Szybkie 1:0, 2:0 zamkną ten mecz. Siłę rażenia mamy sporą, a jeśli odpalimy nasze naboje, to ich rakiety na flankach zostaną w przedbiegach. Musimy podejść agresywnie, na nerwie, podsycać ten mecz ładunkiem emocjonalnym. Nie zważać na kartki. Na eliminacjach do MŚ 2014 nasi sąsiedzi zaskoczyli nas tym samym. Po 10 minutach było 0:2, a my już wtedy mentalnie spakowaliśmy mandżur i poszliśmy do szatni. Wypadałoby odpłacić się tym samym - to jest dobra metoda na takie drużyny.

      Mój typ - nie będzie łatwo, mamy słabiutkie te boki obrony, ale może się uda wymęczyć jakieś 2:1, 3:2. To takie mecz gdzie może paść dużo goli. Warunek - szybko strzelona bramka. Jeśli tak się stanie, to może być to całkiem ciekawy mecz dla postronnego widza.

      Rachunek wychodzi prosty. 4 punkty dają dużą szanse na awans do 1/8. Czy tam coś zwojujemy - pewnie nie. Ale jeśli się uda wyjść z grupy będzie to nie tylko cel minimum, ale i wielki sukces kadry Nawałki. 

      Na koniec zostawiłem sobie typowanie pierwszej jedenastki. Może nie będę przewidywał co zrobi popularny Faken, ale zabawię się w selekcjonera i wystawie swoje jedenastki na EURO. Co istotne - na każdy mecz mam inną (zakładam zdrowego Grosika):

      Irlandia Płn.: Fabiański, Piszczek, Glik, Salamon, Jędrzejczyk - Grosicki (Kapustka), Krychowiak, Zieliński, Błaszczykowski - Milik, Lewandowski

      Niemcy: Fabiański, Piszczek, Glik, Pazdan, Jędrzejczyk - Krychowiak, Jodłowiec - Milik, Zieliński, Grosicki (Błaszczykowski) - Lewandowski

      Ukraina: Fabiański, Piszczek, Glik, Pazdan, Jędrzejczyk - Grosicki (Kapustka), Krychowiak, Zieliński, Błaszczykowski - Milik, Lewandowski

      Właściwie, szkoda że od tego nie zacząłem, ale teraz to też istotne - jeżeli ktoś uważa,że Thiago Cionek to reprezentacyjny obrońca, to mam dla nich radę. Przygotujcie kawałek wolnej ściany, weźcie rozbieg i uderzcie w nią z całej siły głową. Próbować aż do skutku, w którym sprawę porządnie sobie wybijecie z głowy.

      Na sam koniec chciałem powiedzieć, że za chłopaków mocno trzymam kciuki, bo to chyba najlepiej poukładana mentalnie kadra w XXI wieku. A teraz w futbolu wygrywa mądrość.

      A jeśli przegramy z kretesem? Będę optymistą :)

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nadtokontrowersyjny
      Czas publikacji:
      wtorek, 07 czerwca 2016 12:46
  • niedziela, 21 grudnia 2014
    • Nadtokontrowersyjna Wigilia

      Jako, że nadchodzi ten wyjątkowy świąteczny czas, chce dokonać takiego unikalnego wpisu. Mówi się, że sportowcy to jedna wielka rodzina, więc jak to bywa, na wigilię siadają do jednego stołu. Co prawda nie zaproszę ich wszystkich na świętowanie, ale spróbuje przewidzieć losy ich spotkania. Treść (rzecz jasna) będzie mocno... metaforyczna :)

      Kto nie podzieli się opłatkiem: Zbigniew Boniek i Cezary Kucharski. Wojna między tymi panami trwa na dobre. Wynik walki: Zwycięstwo Prezesa przez masakrację w każdej rundzie. 

      A kto się nim podzieli: piłkarska reprezentacja Polski. Wreszcie po kilku latach mamy kolektyw w kadrze.

      Kto włoży sianko pod stół: Mirosław P. i Artur P. ...tak, zdecydowanie to muszą być oni. Historia rodem z Polski - jak w ciągu dwóch miesięcy z bohatera stajesz się ... sprzedawczykiem. I to w takiej durnej sprawie.

      Kto zje najwięcej: Rafał Murawski. Mimo, że to stare to takie wymowne...
       

      Kto zje najmniej: polscy skoczkowie. Nawet nie dlatego, że dieta, a po prostu z depresji wywołanej ostatnimi występami. Wczorajsze słowa Piotra Żyły były takie wymowne: "kometaż do dzisiejszycha zawodów w moim wykonaniu: łajzą jesteś łajzą bedziesz:-/" 

      Kto wyleje na siebie barszczyk: Marta Ostrowska. Nazwiska z was pewnie nie wiele kojarzy, ale jeśli powiem, że ona jest odpowiedzialna za wyeliminowanie Legii z Ligi Mistrzów, to powie wam to więcej. Żeby pokazać skalę przypału jakiego dokonała, to powiem, że nie tylko poplamiła sobie zapewne śliczną koszulkę, ale wpadła do kotła z barszczem. Wrzącym, a co gorsza dla kobiety - prosto z paczki. Jedyny burak to ten który zaliczyła przed prezesem. Po zwolnieniu.

      Kto rozbudzi apetyty, a położy smętną rybę: Jakub Kosecki. Ostatnio chyba najbardziej wkurwiający mnie piłkarz. Gdyby był taki dobry na boisku jak jest pyskaty, to by został drugim Cristiano. A tak, no cóż - żal ogarnia.

      Kto najlepiej zaśpiewa kolędę: chciałoby się napisać, że kibice Legii, no ale cóż. Przez jakiś czas musimy poczekać na ich "popisy" wokalne.

      Jakich kolęd nie będzie: W związku z tym "że na Żylecie nie ma i nie będzie miejsca dla lewacko – tęczowej propagandy" to Bieber i Kwiatkowski mają wolne tego wieczora.

      Kto dostanie najlepszy prezent: kto wie czy to nie będzie Marcin Gortat. W tym sezonie gra naprawdę dobrze i kto wie, czy nie będziemy mieli Polaka w meczu gwiazd NBA. 

      Kto uśnie na pasterce: Maciej Skorża, bo prowadzi najnudniejsze konferencje i powtarza cytat, niczym mantrę, przy porażkach - "Liga będzie ciekawsza". Poza tym sytuacja w Lechu pewnie nie daje mu zasnąć, więc może chociaż w ten czas będzie spokojniej.

      Kto spruje się na pasterce: Adam Marciniak. Oby tym razem policja nie zawinęła go na Izbę Wytrzeźwień po jednym piwie za zbyt głośne śpiewanie kolęd :)

      Kto dostanie rózgę od Mikołaja: Radosław Osuch. Tak to jest gdy zamiast piłkarzy ściąga się szrot lub pozorantów. A w dodatku zatrudnia się trenera, który od początku sobie nie radzi. 

      Komu przypaliły się pierogi: Mateusz Klich, który po raz drugi wjebał się w rzadkie śmierdzące gówno. Złota zasada mówi, że dwa razy nie wchodzi się do tej samej rzeki, szczególnie jeśli raz już się w niej utopiło.

      A kto te pierogi odratuje: Artur Boruc ratuje się z każdej opresji, więc z pierogami sobie poradzi. Nowa żona pewnie trochę pomoże.

      Kto zostanie nieznanym wędrowcem: największym objawieniem Ekstraklasy jest Bartłomiej Drągowski i to on jest tą osobą jakiej przy ligowym stole najlepszych graczy się nie spodziewaliśmy.

      Kto powie co ma być na świątecznym stole: Anna Lewandowska, czyli ryba na parze... oczywiście wszystko na "healthy plan by ann"

      Kto zakrztusi się ośćmi z ryby: czyli wybór największego pechowca, hmmm... Artur Jędrzejczyk. Szkoda, że w momencie w których stał się lekarstwem na lewą obronę w kadrze, to na pół roku wypada z gry.  

      A kto się na pewno nie zakrztusi: największym wygranym i szczęśliwcem tego roku jest Adam Nawałka. Ma tyle farta, że proponowałbym mu zagrać w totka. Miliony murowane.

      Kto zrobi pierogi z kapustą i grzybami, bez kapusty i bez grzybów: Zbigniew Bródka - przykład jak można zostać mistrzem olimpijskim w łyżwiarstwie bez toru do trenowania. Chapeau bas!

      Kto ustroi choinkę: włodarze KSW. To oni robią najbardziej efektowne gale, z największą pompą, mimo że poziom sportowy (powiedzmy szczerze) jest reprezentowany przez walki Kamili Porczyk. "Fucking joke".

      Komu mak zostanie między zębami: właściciele Legii. Niby sukcesy, ale kiboli/debili się nie pozbyli. Zwycięstwa smakują słodko, ale takie przypały zawsze wkurzają. Tak jak ten mak miedzy zębami po jego zjedzeniu.

      Kto się porzyga: Leo - sorry, musiałem.
       

      Kto będzie oglądał Kevina w Polsacie: chyba wszyscy, chociaż kto wie? Większość sportowców musi się nauczyć od młodego sprytu i odwagi.

      Kto rozbije kolejny samochód jadąc na Wigilię: czy naprawdę muszę mówić czy się domyślacie? :)

      Kto najwięcej zaoszczędzi na Wigilii: Maciej Sawicki. Ten facet to chyba największe administracyjne złoto w polskim futbolu. PZPN trzyma dzięki niemu sporą kasę.

      Kto zrobi najlepszą kompilację fotek na Twitterze z Wigilii: powitajmy Angela Pereza Garcie - Króla Twittera.

      Kto nie trafi z prezentem: I tu miałem spory dylemat. Ostatecznie z dwójki Torres-Balotelli stawiam na Włocha. Z Hiszpanem to stara melodia.

      Kto będzie się popisywał wiedzą przy stole: oby to nie była Otylia Jędrzejczyk czy Maciej Żurawski. Dobitnie pokazali, że najlepiej prezentują na basenie/boisku, a nie na listach wyborczych.

      Kto napisze najlepszy list do św. Mikołaja: Dominik Ebebenge. Dobry początek listu już ma: "I hope you are well. I am writing to you with one important issue." Wystarczy przekopiować.

      Na kim NIE można polegać: Na Zawiszy. Eurowpierdol + realny spadek z ligi, po sezonie w którym się zdobyło Puchar Polski. I jak tu ufać sukcesom polskich zespołów?

      Kto ma najlepszy sposób na bożonarodzeniowego kaca: Niezawodny Franek Smuda.
       

       

      No dobra, wystarczy tych złośliwości. Przejdźmy do meritum. Najbardziej smakowite 12 potraw na nadtokontrowersyjnym wigilijnym stole:

      Barszcz z uszkami - niczym koszulka w grochy na Tour de France - Rafał Majka jako najlepszy góral tego wyścigu

      Krokiet - jedno z moich ulubionych dań, więc musi nim być podwójne złoto Stocha w Soczi

      Pierogi z kapustą i grzybami - jako że te danie kojarzy mi sie nie rozerwalnie z tym wyżej wymienionym, to tu trzeba umieścić kolejne osiągnięcie Kamila - wygrany Puchar Świata

      Kutia - niczym rodzynki w tej makowej masie trzeba wymienieć sukcesy Polaków na Mistrzostwach Europy w lekkoatletyce

      Karp - łuski z tej ryby dają szczęście. Justyna Kowalczyk nie potrzebowała go na igrzyskach. Po prostu została ozłocona za walkę ze złamaną stopą.

      Zupa grzybowa - każda zupa to woda, a jak woda to muszą być pływacy. Oni tzn. Kawęcki, Czerniak czy Korzeniowski pokazali, że Otylia to nie całe polskie pływanie.

      Sernik - znowu słodycz, więc takim lukrem na tym cieście jest mistrz świata w kolarstwie - Michał Kwiatkowski

      Makowiec - czy awanse Legii w europejskich pucharach. Dlaczego Wojskowi kojarzą mi się z makiem - pisałem wcześniej. Pewne wkurwienie występuje po tym, jak ci zostają czarne kuleczki między zębami. 

      Kompot z suszonych owoców - Kiedy wydawało się, że reprezentacja to wysuszeni z umiejętności pseudo-piłkarze nagle stali się znakomitym daniem. Polska-Niemcy 2:0

      Paszteciki - Nazwa w slangu młodzieżowym (jak to brzmi :D) brzmi z lekka pejoratywnie i to nie przypadek. Oczywiście złoto siatkarzy na Mistrzostwach Świata to niewątpliwy sukces, tak wydarzenia dotyczące zatrzymań to niezły pasztet. 

      Pierniczki - Niby małe, niby zauważane tylko przez garstkę, jednak nie omieszkam tych wydarzeń umieścić w moim popieprzonym rankingu. To był naprawdę udany rok dla polskiego MMA. Zakończony zwycięstwem Asi Jędrzejczyk w eliminatorze do walki o pas UFC. 

      Złoto na szyi - być może nie jest to potrawa, ale w tym roku ten kruszec często bywał na piersiach Polaków. A te krążek nie smakuje wspaniale? Spytajmy się Kamila Stocha, Justynę Kowalczyk, Zbigniewa Bródkę, siatkarzy czy Michała Kwiatkowskiego. Naprawdę, to był niezły rok dla naszego sportu.

      Korzystając z okazji, bo nie wiem czy będzie jeszcze okazja, chce wszystkim Czytelnikom życzyć spokojnych świąt Bożego Narodzenia oraz udanego nowego już 2015 roku (jak ten czas leci...), ale przede wszystkim - nawiązując do tematyki tego bloga życzę Wam i sobie wielu wielkich chwil polskiego sportu w tym nadchodzących 12 miesiącach. 

      W 2015 rok wejdę z przytupem, więcej informacji wkrótce :)

      Pozdrawiam, nadtokontrowersyjny

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Nadtokontrowersyjna Wigilia”
      Tagi:
      Autor(ka):
      nadtokontrowersyjny
      Czas publikacji:
      niedziela, 21 grudnia 2014 22:22
  • wtorek, 16 grudnia 2014
    • SaDajeW

      Legia odskoczyła od rywali w Polsce. Pod wszelkimi aspektami. Nie ma sensu o tym pisać szerzej, bo to widać. Wojskowi mogą grać na pół gwizdka, rezerwami czy młodzieżą - ostatecznie - to oni zimują na pozycji lidera z dosyć dużą przewagą. Ktoś powie - no dobra, ale teraz dzielimy punkty i przewagi nad Śląskiem nie ma tak dużej. Ale co będzie jak Legia zagra w pełni możliwości, wie każdy. Mistrzem Polski musi zostać klub z Warszawy.

      Jedynym klubem który realnie może zagrozić Legii to Lech. Zagrożenie jest jednak niewielkie, właściwie żadne. Na początku Poznaniacy muszą poradzić sobie z problemem niestabilności, kim zastąpić Jevticia, który wróci do Szwajcarii. Jednak jeśli już ktoś może pogrozić paluszkiem, to właśnie oni. Bo Śląsk, Wisła czy Jagiellonia są jeszcze dalej od poziomu Wojskowych.

      A skoro już mam porównywać te dwie drużyny, to warto byłoby się zatrzymać nad pozycją najbardziej eksponowaną w zespole piłkarskim - czyli nad napastnikiem. A tu walka pomiędzy Orlando Sa i Zaurem Sadajewem. Z jednej strony, to smutne że musimy się nachylać nad zagranicznymi zawodnikami. Z drugiej porównanie jest ciekawe, bo ich pozycja w zespole nie jest taka oczywista.

      Zacznę od Portugalczyka - dopiero od niedawna pokazuje, że warto było w tego piłkarza zainwestować. Dawał powody, żeby stawiać go na półce transferowych niewypałów obok takich "tuzów" jak Mikel Aarruabarrena, Ismael Blanco czy Dong Fangzhuo. Końcówka sezonu jednak zweryfikowała moje tezy. Strzela dosyć regularnie, gra dobrze i dziewięć goli na jesień w ekstraklasie powoduje, że powinien stać się twarzą Legii.

      Henning Berg jednak nie do końca ufa jednak Orlando. Dlaczego? To ciężko wyjaśnić, nie chce się bawić w spekulanta i mówić o szeroko omawianej kłótni między tymi panami. No cóż, Sa chce odejść, jednak czy zgłosi się po niego lepszy klub - szczerze powątpiewam. Portugalczyk pasuje do Legii, hajs się mu zgadza, gra w europejskich pucharach, więc te krzyki to tylko i wyłącznie prężenie muskułów. A wiadomo, że Berg ma nieograniczone zaufanie zarządu, więc Orlando... może jedynie pomarudzić.

      Z drugiej strony - Zaur Sadajew. Wiele się mówi o potencjale tego zawodnika, że silny, techniczny itd. Każdy natomiast zapomina, że to narwany debil. I tacy nigdy nie osiągają sukcesów. W szatni nielubiany, na boisku nieprzydatny, a w dodatku niewiarygodnie wkurwiający (przynajmniej mnie).

      Nie rozumiem absolutnie zachwytów nad tym piłkarzem. A już w ogóle szokiem zmieszanym z niedowierzaniem było pozyskanie go (na szczęście poprzez wypożyczenie) z Lechii przez Lecha. Wiem, że Teodorczyka ciężko jest zastąpić, ale władze powinny mieć na uwadze, że Łukasz miał oferty i odejdzie. Patrząc jednak na władzę, widzę że włodarze dokonali tylko skoku na kasę, zapominając o poziomie sportowym.

      Niewiarygodnie symboliczny jest ten pojedynek. Wystawiany nieco z przymusu Orlando Sa wymiata w lidze kontra nieprzewidywalny Zaur. I tak samo Legia - grając, wydawało by się, z obowiązku z lidze w niej wymiata, a Lech po prostu gra bardzo różnie. Tak samo jak odmiennie gra Czeczen.

      Różnica? Sa daje W, "w" jak wygrane, Sadajew zaś daje... gówno, jak Lech od ostatnich latach w europejskich pucharach. I jak tu nie kochać tej ekstraklasy.

      *SaDajeW - hasło zapożyczone od Łukasza Wiśniowskiego z twitterowego #FestiwaluŻenady . Żeby nie było że jestem taki bystry.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nadtokontrowersyjny
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 grudnia 2014 23:29
    • Złoty dylemat

      Złota Piłka - jedna z najbardziej kontrowersyjnych nagród w piłce nożnej. Właśnie dlatego, co roku wybucha dyskusja o tym kto i dlaczego ją dostanie. W całej sprawie najdziwniejsze jest to że nagroda ta trafia często niekoniecznie do faworyta mediów. I tu zaczyna się spór.

      Ciężko jakkolwiek sklasyfikować tę nagrodę, bo to rzecz dziwna. Piłka nożna to sport drużynowy - wywyższanie zaś jednego gracza jest zawsze sprawą bardzo, ale to bardzo subiektywną. Zresztą same najlepsze jednostki, ZAZWYCZAJ nie tworzą zwycięskiej drużyny. Jest to taka zasada, która patrząc na niektóre zespoły się wyjątkowo sprawdza (Manchester City, PSG, do pewnego momentu Real). Ale nie na krytyce polityki transferowej tych zespołów mam się skupić. Faken, odchodzę od tematu.

      Przy wyborze najlepszego gracza absolutnie muszą iść w cień osiągnięcia drużyny w jakiej występuje, to podstawa. Zespół dostaje własne nagrody i piłkarz jest częścią tej ekipy, więc również jest wtedy nagrodzony za jej sukcesy. Nie rozumiem zatem, dlaczego FIFA zawsze uwzględnia osiągnięcia zespołowe przy tym wyborze. Może to być jeden z czynników, ale dla światowej federacji, patrząc na ostatnie lata, wydaje się być determinujący.

      Dlatego właśnie Manuel Neuer nie powinien otrzymać tej nagrody. Nie dlatego, że jest Niemcem i wygrał wszystko w tym roku, co drużynowo było do wygrania. A pewnie wygra. To smutne, bo takich jak on, za lat kilka będzie wielu. W aspektach bramkarskich nie wybija się jakoś od innych czołowych goalkeeperów. Wpuści co ma wpuścić, obroni to co jest do wybronienia. Jedyne czym się wyróżnia, to ta gra na przedpolu/własnej połowie. Nowy styl. Jednak to za mało jeśli jako kandydata ma...

      ... faceta, który po prostu bije na głowę wszystkich innych. Cristiano Ronaldo, bo o nim mowa, to w tym roku piłkarz z innej planety. Regularny, skuteczny, ciągnie za barki grę zespołów w których gra. Jeśli ktoś uważa, że Messi w tym roku może z nim konkurować, to ogólnie chyba pomylił pasje. Ten koleś w tym roku w mojej opinii powinien wygrać po raz czwarty z rzędu. Istna maszyna. 

      Neuerowi dałbym drugie miejsce. Bo osiągnął wiele, stworzył nowość taktyczną, jego styl stał się pewną ikoną. Większość chłopaków na podwórkach, chce być jak on. Takim zaś jak CR7 każdy marzy być. Ikona piłki, stylu boiskowego jak i pozaboiskowego, wzór pracowitości, chęć dążenia do bycia doskonałym. To cechuje mistrzów. 

      Moim zdaniem trójka wygląda tak: 1. Cristiano Ronaldo, 2. Manuel Neuer, 3. Lionel Messi. Wiem, że duża część kibiców, nawet nie koniecznie fanów Realu, myśli podobnie. Jak co zrobi FIFA? Sądzę, że mogą Crisa przesunąć na drugą lokatę, wystawiając na czoło Niemca. A dlaczego? To chyba tylko oni wiedzą. W złą stronę idzie ta nagroda, jeśli nie dostanie jej Portugalczyk.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nadtokontrowersyjny
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 grudnia 2014 10:35
  • niedziela, 23 listopada 2014
    • Wojna o władzę

      Nie, nie będę mówił o PKW. Pewne rzeczy zostawia się bez komentarza. Ta zdecydowanie do takich należy. Dziś opowiem o żądzy władzy, która potrafi burzyć wszystko co spotka na swojej drodze. Niszczy przyjaźnie, państwa, a teraz (niestety) będziemy świadkami wojny na szczeblu reprezentacji - a konkretnie między Błaszczykowskim a Lewandowskim.

      Jeśli ktoś uważa, że to nie będzie żaden problem, że panowie są profesjonalistami, a świetnej atmosfery w kadrze nie da się zburzyć... to jest w wielkim błędzie. Wiadomo, że obydwaj za sobą specjalnie nie przepadają, czego dowody czasami widać podczas meczów reprezentacji. Obydwaj grali dosyć zgodnie jeszcze za Smudy - za czasów Fornalika bywało już różnie. Jak będzie u Nawałki?

      Wydaje się, że na pewno nie lepiej. Ostatnie wypowiedzi Lewego mówią jasno - ostatnio jest świetnie, kiedy ja jestem kapitanem, więc lepiej nic nie zmieniać. Błaszczykowski milczy, ale wiadomo, że to nie były dla niego zbyt miłe zdania. Kuba wydaje mi się być jednak osobą, która potrafi nieźle jątrzyć w kadrze. Potwierdzenia nie ma, ale kto wie czy kontuzja na EURO 2008 nie była z lekka spreparowana przez samego zainteresowanego. Nie mówiło się wtedy o tym głośno, zresztą sam Beenhakker nie drążył tej sprawy. Przecież to był jeden z lepszych piłkarzy tej kadry.

      Niewątpliwie na korzyść Lewandowskiego przemawiają wyniki. Błaszczykowski, jako kapitan kojarzy się przede wszystkim z nieudanym EURO w Polsce, sprawą z biletami oraz klęską za Fornalika. Robert jako kapitan - to zdecydowanie lepsze wyniki reprezentacji. Czy to przypadek - ciężko powiedzieć. Na pewno napastnik Bayernu potrafi wziąć na siebie ciężar gry ofensywnej, co jest niezwykle ważne dla tej drużyny. 

      Najcięższe zadanie jednak przed samym Nawałką. Cokolwiek nie zrobi - będzie źle. Osobiście chyba zostawiłbym Lewandowskiego na najbliższe spotkania, bo po prostu będzie w lepszej dyspozycji fizycznej. Kuba nie przebrnął okresu przygotowawczego, formę pewnie będzie osiągał przez grę w zdziesiątkowanej kontuzjami Borussii. A przede wszystkim - stolik przy którym siada Robert z kolegami z kadry zawiera najważniejsze nazwiska kadry - Szczęsny, Krychowiak, Mila, Jędrzejczyk. A Błaszczykowski - pogada z Piszczkiem, a resztą iście kurtuazyjnie. Tego większość nie ukrywa.

      Pytanie jednak, jak to wpłynie na losy kadry. Według mnie, wzmocnienie zespołu Błaszczykowskim to pod względem piłkarskim oczywistość, ale pod mentalnym to może być takim koniem trojańskim tego teamu. I nie wierzę, że jakakolwiek decyzja pozostanie bez konsekwencji. To chyba najtrudniejsze zadanie na wiosnę, przed Nawałką. Reszta w tej chwili układa się już sama.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nadtokontrowersyjny
      Czas publikacji:
      niedziela, 23 listopada 2014 19:50
  • sobota, 22 listopada 2014
    • Wniosek jest prosty: Milik musi być królem wiosny!

      Remis ze Szwajcarią był pewnym papierkiem lakmusowym tej kadry. To musiała być lekcja z której trzeba było wysnuć kilka wniosków. Niektóre z nich to potwierdzenie już znanych, lecz nie do końca zaakceptowanych przez sztab szkoleniowy faktów. Inne zaś to lekcje z których Nawałka musi czerpać garściami.

      Pierwszy: Thiago Cionek nie nadaje się do gry w reprezentacji Polski. Po prostu. Nawet Stevie Wonder załamał się patrząc na kaleczną grę tego stopera. Mam nadzieje, że selekcjoner nie jest ślepy.

      Drugi: Olkowski w kadrze to nie ten sam, co w Koeln. Zawalił po części pierwszą bramkę, jego skrzydłem przedzierały się ataki przeciwników. Cóż, lepszy Piszczek w średniej formie niż tak grający były zawodnik Górnika. Chociaż dajmy mu czas, bo to zdecydowanie numer dwa na tej pozycji w kadrze.

      Trzeci: Jędrzejczyk został pierwszym wyborem Nawałki jeśli chodzi o lewą obronę. Tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Myślę, że eksperymenty typu Kosznik, Wawrzyniak czy Wojtkowiak czas zakończyć.

      Czwarty: Żyro nie jest warty 5 milionów euro. Forma jaką prezentuje w ostatnim czasie jest słaba i patrząc po wczorajszym meczu z Bełchatowem, kto wie czy Kosecki nie usadzi go na ławce w Legii. W obecnej chwili Michałowi bliżej do Żyrardowianki Żyrardów niż do Girondins Bordeaux.

      Piąty: Kucharczyk na kadrę jest również (na razie) za słaby. Prezentuje podobną charakterystykę co Grosicki - to znaczy robi mnóstwo wiatru na skrzydłach, jednak w przeciwieństwie do zawodnika Stade Rennes, rzadko kiedy ma to jakiś realne przełożenie na sytuacje w meczu. Poza tym ta skuteczność...

      Szósty: Mila > Zieliński. Wyjaśniać nie trzeba.

      Siódmy: Lewandowski sam meczu nie wygra. Jeśli nie ma kogoś do pomocy to nic nie ugra. Jasne, swoją ruchliwością potrafi w gąszczu zawodników przyjąć piłkę, jednak nic z tego nie wynika. Prawie nikt nie potrafi wykorzystać w tego w odpowiedni sposób...

      Ósmy - najważniejszy: ... umie to jedynie Arek Milik. Zdecydowanie - wprowadzenie tego zawodnika do kadry spowodowało, że wreszcie tytaniczna praca Lewego nie idzie na marne. Widać w nim narastającą pewność siebie, jest coraz bardziej regularny, a co najważniejsze - rozwija się w piorunującym tempie. Mnóstwo dają mu treningi z żywą legendą, jednym z najlepiej technicznie zaawansowanych napastników w historii piłki nożnej - Dennisem Bergkampem.

      Nawałce po tak udanej jesieni, wypada jedynie wybrać się na Jasną Górę. A to dlatego, że musi wymodlić sobie, żeby po wiośnie ta kadra wyglądała tak jak dziś. Zdrowi i w formie Glik, Jędrzejczyk, Krychowiak, Lewandowski i Milik są potrzebni tej reprezentacji jak woda rybie. O ile o pierwszych czterech nie trzeba się zbytnio obawiać - jeśli będą zdrowi to można na nich liczyć, to Milik dopiero zaczyna swój marsz po sławę. Wywalczyć miejsce w pierwszej jedenastce, a co za tym idzie - transfer definitywny do Ajaxu: oto zadanie nie lada. I co najgorsze dla Arka, teraz będzie już tylko trudniej. Jeśli sobie jednak poradzi, to możemy być raczej spokojni - w 2016 zagramy po raz trzeci z rzędu na Euro. Tak jak w tytule - wniosek jest prosty...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nadtokontrowersyjny
      Czas publikacji:
      sobota, 22 listopada 2014 12:40
  • piątek, 14 listopada 2014
    • Kadra chodzącego szczęścia

      Mam jakby rozdwojenie jaźni. Z jednej strony mamy 10 punktów w czterech meczach, których nawet najwięksi optymiści by nie przewidzieli. Z drugiej strony jest taki pieprzony nieład w tej grze, brak większej idei. I te myślenie - jak bardzo cienka jest granica między wygrywaniem i przegrywaniem w tej dyscyplinie sportu.

      Moje podejście być może jest nazbyt filozoficzne, jednak zobaczmy na te nasze ostatnie mecze:

      - Co by było gdyby Neuer nie minął się z tym dośrodkowaniem, które wykończył Milik?

      - Co by było, gdyby Mączyński trafił czysto w piłkę, a nie zeszła mu tak jak w meczu ze Szkotami?

      - Co by było gdyby nie szczęśliwa przebitka Krychowiaka z której Glik strzelił gola w dzisiejszym meczu?

      Takich pytań jest dużo. Jaki pakt z diabłem zawarł Nawałka, że ma tak dużo szczęścia?Wymyślił (przypadkiem) Milę, który przeżywa ostatnimi dniami, dzięki tym reprezentacyjnym występom, swoją drugą młodość. Wpychany (nie wiadomo dlaczego) Mączyński mimo tego że gra beznadziejnie, strzela gola i to daje mu pewnego rodzaju immunitet. Nagle w klubie zaczął grać Milik i ten sposób - zbiegiem przypadków stworzył drużynę.

      Co do meczu, to graliśmy źle. Naprawdę, ciężko gra się na wyjeździe w dziesięciu. Szukanie Mączyńskiego w tym meczu, to jak szukanie Wally'ego w tłumie - zadanie nie lada. I można byłoby pomyśleć, że co by było, gdybyśmy stracili gola jako pierwsi... Ale nie straciliśmy. Strzeliliśmy jedną bramkę, później drugą, a potem to już poszło łatwo.

      I szkoda tylko Grosickiego. Bo znowu rozpoczynamy proces szukania kompana do Błaszczykowskiego. Trzy miesiące przerwy są bolesne, a patrząc na to w jaki sposób się to stało (próbując wstać, pośliznął się i upadł na rękę), to tym bardziej pech. Aż wręcz nieprawdopodobne, że stało się to naszej kadrze chodzącego szczęścia. "Bilans szczęścia musi wynosić zero" - nieprawdaż?

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      nadtokontrowersyjny
      Czas publikacji:
      piątek, 14 listopada 2014 22:46